Świętoszki, świętoszki – a potem znowu to samo.

Cholera, ten temat wraca jak bumerang. Kiedyś o tym mówiłem a teraz pora trochę więcej. Wpierw zaznaczam, że rodzicem nie jestem więc to tylko moja opinia a nie żadne rady czy też dyktaty jak macie wychowywać swoje dzieci. Niemniej jednak dzięki wiedzy psychologicznej, wiadomości oraz całego spektrum wiedzy którą mamy dzięki błogosławionemu Panu Internetowi możemy poruszyć ten jakże ważny i ciekawy temat, który z pewnością dotyczył każdego a przynajmniej większości z nas. Bo oto znowu uaktywnia się ciemna strona polskiej szkoły czyli….znęcanie się.

Zainspirował mnie artykuł Onetu, który możecie przeczytać tutaj. O co chodzi w skrócie? Standard – trzy laski dokuczały koleżance z tej samej szkoły, wyzywanie, obrażanie które przenosiło się również poza szkołę bowiem na portalach społecznościowych jest niewiele lepiej. Ogólnie całe spektrum tortur jakie młodzież może zastosować na swoich rówieśnikach. Oczywiście jak w przypadku każdego wirażki ze szkolnych ław gdy przyszło co do czego a dupka zaczęła piec bo się „dorosły” zaczął interesować to zmiękła rura błyskawicznie – i tak grozi im upomnienie, kurator albo umieszczenie w ośrodku. Tutaj też mnie tak tknęło, bo muszę przyznać pierwsza rzecz jest tutaj na plus. Ktoś się zainteresował. No bo wiecie, zazwyczaj się o tym nie mówi, albo się to olewa a nie każdy ma na tyle zaparcia by strzelić w ostateczności kogoś w pysk. Nastolatka sama sobie zostawiona nie była przez co nie wpadała na głupie pomysły typu olewanie kogoś toksycznym kwasem albo zabawa w niebieskiego wieloryba.

Lecz oczywiście w komentarza artykułu sami mądrzy, mistrzowie, matuzalemowie którzy wiedzą co robić i jak robić. Nie jest to zastanawiające, że gdy coś się dzieje to zaraz parę osób krzyknie – „Ja miałam to samo i ja! Wreszcie!”. Czy to nie jest takie trochę tchórzostwo krzyczeć o czymś i samemu nie zrobić w tej sprawie nic? Albo inaczej, zrobić niewiele? Taka to nasza wybiórcza pamięć, gdy stanie się COŚ to pamiętamy, jesteśmy żywi, możemy o tym rozmawiać i przez miesiąc. Lecz gdy pierwsza ekscytacja opada to zapał gaśnie niczym słabo przygotowane ognisko przez początkującego harcerza. A temat jak był aktualny tak jest bowiem co jakiś czas to się znowu pojawia. Oczywiście pytanie co z tym zrobić? Kontrolować dzieci, zabrać telefony, zakładać obroże? Nie, może wystarczyłoby je może obudzić i obedrzeć ze złudzeń – nie są pępkami świata, nie są królami wszystkiego i to, że są „mali” nie daje im prawa do bycia rozwydrzonym. Oczywiście błędy się zdarzają ale to normalne i dzięki nim poznają co jest dobre a co złe.

Jak więc mogą poznawać co jest dobre i co złe, gdy np. ktoś pobije kolegę i na początku jest „to nie on” a potem „no tylko się posprzeczali”. No jak znajdzie się w jego plecaku telefon to i „kolega podrzucił”. Nie mówię, że tacy rodzice to większość broń Boże lecz to jest pierwszy sygnał, że jednak coś tu jest tak średnio bym powiedział, tak średnio. Potem takie dziecko myśli, że mu wiele wolno i się zaczyna bycie fajnym poprzez „gnębienie tego tępaka” z trzeciej ławki. A stąd do terroru już blisko. Z drugiej jednak strony nie można ofiarom mówić, że winny to olać i nie robić nic.

Patrzcie uważnie, jeśli jesteś ofiarą bądź rodzicem ofiary powiedzcie dziecku jedno – DAJ MU/JEJ W PYSK. Może przegra starcie bezpośrednie ale nauczy się obstawać przy swoim. Wtedy też będzie bardziej odporne. A jak wygra to taki „szkolny kat” zrozumie, że wraz z akcją przychodzi reakcja i może coś sobie uzmysłowi. No i ta satysfakcja, że się dało komuś kogo nie lubi w gębę. Wiem po sobie, sam pamiętam jak byłem grzeczny, cichy i spokojny aż któregoś dnia nie wytrzymałem i palnąłem z całej siły gościa który mnie zaczepiał w łeb. Złożył się jak leżak z Ikei.

Dlatego też drodzy oficjele od Ministra Edukacji, róbcie ile możecie by szkoła była dobrym miejscem, znaczy dobrym w sensie by patola nie robiła tam co chciała, bo nudy i tak nie pokonacie raczej. Dzieci, nie bądźcie obojętne, gdy ktoś Was gnoi albo widzicie jak kogoś nazbyt gnoją (no bo hej, nie idźcie z płaczem przy pierwszym powiedzeniu „jesteś gupi”) to zawiadomcie kogoś a gdy trzeba oddajcie. A rodzice pamiętajcie, dzieci to nie są świętoszki. One nimi nie są, Wy nimi nie byliście i ja też nim nie byłem. Przemyślcie to.

4 przemyślenia na temat “Świętoszki, świętoszki – a potem znowu to samo.”

  1. Gocha pisze:

    Byłeś kiedyś prześladowany w szkole? Po tym wpisie sądze, że chyba nie. Ofiary przemocy w szkole (słownej czy fizycznej) nie mówią o tym, ukrywają ten fakt przed nauczycielami, rodzicami i pedagogami w obawie, że będzie jeszcze gorzej. Dlatego często o wszystkim dowiadujemy się, kiedy dzieje się tragedia.

    Piszesz jakby zawsze przemoc odbywała się jeden do jednego tj. jeden kat i jedna ofiara. Takie przypadki nie zdarzają się nigdy. Zazwyczaj jest liczna grupa katów i jedna ofiara (ewentualnie w towarzystwie przyjaciela). W pojedynkę nikt nie jest na tyle odważny, serio.

    Rodzice wpoją ci, że nie jesteś pępkiem świata? Ok. Ale grupa rówieśnicza wpoi ci, że możesz wszystko, a twoja ofiara to śmieć i się jej należy. Kto w wieku nastoletnim będzie większym autorytetem? Rodzice czy Anka z 2c? Odpowiedź jest chyba prosta. Ja w swoim życiu trafiłam na dobre towarzystwo i rodziców, którzy wychowywali mnie w przekonaniu, że jestem mądra, zdolna i osiągnę w życiu to, co chcę. Wcale nie stawiali mnie w uprzywilejowanej pozycji, ale pozwalali mi budować pewność siebie i siłę – według mnie właśnie to powinni robić rodzice. Moi wykonali solidną robotę.

    Nie chce bronić rodziców katów, ale podejrzewam, że są w kropce, kiedy wiedzą, że ich ukochana córeczka w domu jest aniołem, w niedziele chodzi do kościoła i jest wolontariuszką w hospicjum … O tym, że od poniedziałku do piątku znęca się nad koleżanką nie wiedzą, bo córeczka się nie chwali. Więc zaprzeczają, bo znają swoje dziecko z innej strony. I ciężko się dziwić …

    Naprawdę myślisz, że strzelenie komuś w pysk (czyli taka sama przemoc jaką dopuszcza się kat) jest w porządku i to dobry sposób? Nade mną znęcano się w szkole – bo słuchałam rocka i dobrze się uczyłam. Powód? ŻADEN! Wiesz, co dla mnie jest satysfakcją? Świadomość, że mam wykształcenie, dobrze płatną pracę i nienajgorszy gust muzyczny, a mój kat sprząta ulicę w naszym rodzinnym mieście i nie skończył nawet technikum. To jest satysfakcja.

    Według mnie nie ma sposobu na walkę z prześladowaniem i przemocą w szkole, NIE MA. Polecam obejrzeć film (oparty na faktach) Nasza klasa z 2007 roku, produkcja estońska.

    Najdłuższy komentarz w moim życiu, wow. :)

    1. Vulgarysta pisze:

      A tu Cię zaskoczę, byłem. Nie raz i nie dwa, taki to był czas o którym przez lata nie potrafiłem mówić bo mi było wstyd. Lecz ze zgorzchnieniem przyszła i odwaga o tym mówić. Lecz któregoś dnia nie wytrzymałem i dałem w gębę po czym miałem spokój (a i wizytę u pedagoga).

      Oczywiście, że tak nie jest ale zarówno w przypadku wielu katów jak i jednego schemat jest ten sam – Cwana/Cwani do czasu a jak się wyda to sraczka po portkach bo „stara się dowie i będzie dym”.

      A co do dania w pysk..cóż..jeśli ignorowanie nie pomoże, prośby nie pomogą, to ostatnią metodą która zbuduje hm..swoją wartość nawet? Umiejętność postawienia się?…Jest uderzenie z całej pary. Często to pomaga, bo kat widząc, że ofiara się nie da – odpuszcza. Choć fakt to są tylko moje przypuszczenia bo lista pomysłów na to jest jak dupa – każdy ma swoją. Tak naprawdę musi się zmienić coś w mentalności generalnie całego ogółu zanim problem zniknie – ale nie zniknie po ludzka natura taka niestety jest. Możemy tylko starać się (i dzieci) bronić.

      A co do filmu – oglądałem. Faktycznie bardzo dobry, zwłaszcza moment zawahania jednego z głównych bohaterów. Miazga.

  2. ~Ewelina pisze:

    Z perspektywy czasu uważam i będę przy tym obstawiać, że nie ma co kulić ogona. Wychowuje się wtedy ofiarę. I nie ma co powtarzać „bądź mądrzejszy ” , czy „nie daj się sprowokować „. Bzdura! Trzeba stanowczo od początku uczyć, że nie wolno nikomu nas krzywdzic. Czy to słownie czy fizycznie!

  3. ~Ahaja pisze:

    Najgorszej, gdy dorośli z otoczenia dziecka nie robią nic, nie dlatego, że nie mogą, ale dlatego że nie chcą. Niestety, ale nawet w takich placówkach jak szkoła, chroni się oprawców, a nie ofiary. Przykład z gimnazjum mojej córki: W pierwszej klasie była taka Monika, (któryś rok w tej samej klasie, więc starsza od nowych pierwszaków)gnębiąca ich, zwłaszcza dziewczynki (w tym moją córkę). Dziewczyna miała kuratora, a czasami pod szkołę podjeżdżała po nią policja,(z czego była bardzo dumna). Większości dzieciaków to imponowało i wkradli się do jej bandy. Moja córka nie chciała, więc była „tą którą trzeba gnębić”. Rozmawiałam z wychowawczynią i dyrektorką, i czego się dowiedziałam? A no tego, że Monisia jest trudnym dzieckiem i dlatego trzeba dać jej szansę (na co???), że szkoła musi zrobić wszystko, żeby czuła się w niej dobrze (co z samopoczuciem innych dzieci???) Monika była przez nauczycieli klepana po ramieniu, gdy udało jej się przyjść na lekcje(!), nauczyciele zgodnie odwracali głowy, gdy kopała w drzwi czy ubliżała woźnej… Nie wierzyłam w to, co widzę. Szczytem wszystkiego był wybór Moniki na gospodarza klasy! „Musimy wszystkim dać równe szanse” stwierdziła wychowawczyni. Noszkurwa, żadnych kar, żadnych konsekwencji, same nagrody!!! To jaki ona miała wzorzec zachowania?! Wówczas miałam już to w dupie, bo właśnie, bez żadnych tłumaczeń przepisałam córkę do innego gimnazjum. Potem tylko słyszałam, że Monika trafiła do poprawczaka (z którego notorycznie uciekała, czego efektem była ciąża) a wychowawczyni przeszła załamanie nerwowe. Jakoś mi jej nie żal.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>