Atencja w kolorze chmielu

beer

Życie to droga. Droga usłana wieloma zakrętami, zjazdami, korkami i przeciwnościami losu. Nie podróżujesz w niej jednak sam. Inne auta mijają Cię, jeszcze inne próbują wymusić pierwszeństwo. Niektóre jadą wolno a nie które zasuwają jakby chciały tylko roztrzaskać się o pierwszą lepszą przeszkodę. Jednak je wszystkie łączy jedno – wkurzają Cię niepomiernie. Jak atencyjne kurtyzany, które próbują się robić znawcami wszystkiego a zwłaszcza, co ostatnio jest w modzie, znawcami piwa. Rzecz jasna kraftowego.

Mam paru kumpli którzy się tym interesują. Testują nowe słody, znają metody destylacji, tworzenia czy jak to się tam w ogóle nazywa. Chodzą do specjalnych sklepów gdzie kupują owe piwa po czym próbują je zachęcając innych do skosztowania bogactwa smaku. Bo kto wie może ktoś się skusi? Takie zarażanie pasją to jest coś godnego pochwały i szacunku. Jednak jak w każdej grupie społecznej znajdą się jakieś pijawki których zachowanie będzie rzutować na całą społeczność niczym gimbus robiący dym na całą klasę. Trochę smutne a niestety spotkałem sporo takich ludzi. Nie będę ukrywał lubię piwo i nie jestem jednym z tych, którzy żyją w ascezie i najlepiej mieszkaliby pod schodami całe życie jedząc mannę z nieba oraz piliby wodę. Niedaleko mam sklep z tego typu rzeczami. Czasem wchodzę i wybieram co nieco z asortymentu. Najczęściej jednak to są standardowe piwa które każdy zna. Smakuje mi to co mam się przejmować. Jednak kiedyś wychodząc z siatką natknąłem się na dwóch przedstawicieli tej pasji, którzy wyniosłym spojrzeniem zerknęli na zawartość siatki, na mnie po czym szepcząc między sobą stwierdzili, że piję gówno po czym zaczęli przerzucać się nazwami oczywiście zajebistych trunków, które tylko najlepszy koneser może docenić a nie byle kto. Kurwa. Jego. Mać.

Zawsze w każdej specjalizacji znajdzie się taki osobnik, który nie ma ni zaplecza merytorycznego, ni jakiejkolwiek wiedzy a wpieprzy się w coś, uprze się aby być autorytetem lecz gdy przychodzi co do czego to kluczy jak polityk przyłapany na gorącym uczynku z walizką pełną forsy w łapie. Nie wiem, naprawdę nie wiem z czego wynika chęć „uszlachetniania” siebie i tego co się robi. Wyobraźcie sobie taką sytuację – idziecie sobie ulicą. Macie na koszulce literę Z. Nagle mija Was dwóch gości z literą A (tą samą czcionką i kolorem dodajmy) i mówią – „Ej Mirek, zobacz! Co za plebs! Nosi Z – od zjebów chyba hahaha! Tylko S jak szlachta„.

Tak – to tak samo wygląda.

Tak – to na tym samym polega.

Tak – to jest tak samo kurwa żenujące.

Nie zrozumcie mnie źle, nie mam bólu dupy o to że ktoś obraził moje gusta. Są gusta i guściki, lecz widząc to w jakim kierunku powoli idzie to dość modne zainteresowanie zaczyna mnie strzelać jasny chuj. A już na pewno tych którzy się tym na poważnie interesują. To już nie jest hobby i gloryfikowanie tego pięknego trunku. Nie oszukujmy się znawcą piwa nie każdy może być bo nie ma wiedzy, umiejętności często też hajsu a czasem po prostu gustu. Lecz jakim, kurwa jakim prawem gusta na jakąkolwiek dziedzinę życia mają stanowić kto jest jakim człowiekiem. Czy ja obrażam innych bo słuchają disco polo? Nie. Mimo że uważam to za gównianą muzykę, no ale to moja opinia i nie daje mi prawa nazywać ludzi słuchających tego wieśniakami. A tacy ludzie, którzy są i nie bójmy się tego słowa, atencyjnymi piczami siedzą przy stole i patrzą co pijesz. Pewnie jakieś markowe coś. Wtedy też mówią Ci jakąś nazwę a gdy Ty mówisz, że nie piłeś to walą wykład o tym, że „jak mogłeś nie pić tego wykwintnego trunku z chmielu rosnącego w glebie nawożonej odchodami tybetańskiego jaka i to w promocji – 12 zł za butelkę”. Mam ochotę wtedy wstać i walnąć baranka w ścianę.

Dlatego też moi mili. Jeśli jesteś takim osobnikiem jakiego dziś opisałem to mam prośbę – nie wpierdalaj się do cudzej butelki skoro nikt tego nie robi Tobie. Lubisz piwo i to Was łączy. Jeśli jednak jesteś kraftofobem też nie wpierdalaj się. To ich pasja i ich hajs. Robią to co Ty tylko w innej formie. Łączmy się w przyjemności drodzy wielbiciele zupy chmielnej a nie udawajmy znawców, nie znawców, bojowników jedynego słusznego słodu czy innego gówna. Po prostu bądźmy sobą – zadowolonymi sobą.

No i fajnie byłoby jakbyśmy tak robili w każdej dziedzinie życia, nie?

2 przemyślenia na temat “Atencja w kolorze chmielu”

  1. Gocha pisze:

    To samo dotyczy samochodów, telefonów komórkowych, ubrań, kawy, perfum, kosmetyków … Można wymieniać w nieskończoność. I jest to w porządku, dopóki to tylko małe sugestie czy chęć pomocy w wyborze. W innym wypadku też mnie to strasznie wkurza.
    Ja lubię sobie wypić mocne, ciemne piwo, ale czasami sięgam też po owocowo-piwny napój. Bo mogę. :)

  2. Seeker pisze:

    Dla mnie tak samo niepojęte jest wyławianie np morskich obrzydliwości, nadawanie im nazw i sprzedawanie za cenę przyprawiającą o ból głowy. Weźmy za przykład taki kawior- nie dość, że to niesmaczne, to jeszcze całkowiecie zbędne, dla wielu zapewne okrutne, a przede wszystkim- drogie! Ale taki Pancio zje kawior i urosną mu rybie skrzydła.
    Istnieje wiele takich piców na wodę: cygara, małże, kawa z kupek Łuskana Palmowego……. każdy może dopisać swoje.

    Dobrze mówisz, że gusta są gustami, a hobby każdy ma inne. Różniące się między sobą zajawki nie dają prawa nikogo oceniać! Jeśli nie lubię wina, a to jedyny trunek serwowany w domu gospodarza, to z czymś to wino zmieszam (Colą! Fantą!) ku przerażeniu tych wysublimowanych gości, taki ze mnie wsiór! :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>