Jak to Vulgarysta na meetingu blogowym był….

82392961-image_5776a8e9deeac

Czasem tak się zdarza w życiu, że człowiek musi wyjść z cienia. Musi odsłonąć gardę, pokazać się na zewnątrz. Wyjść ze swojej strefy komfortu. Dlaczego? Bo tak wypada, bo chce doświadczyć czegoś nowego bądź po prostu jest ciekawy jak to będzie wyglądało. To będzie trochę śmieszkowe, trochę osobiste więc jeśli macie ochotę na trochę prywatnego wewnętrznego srania to zapraszam serdecznie.

Wbrew pozorom nie jestem wrogiem ludzkości. Może lekkim antropofobem ale z pewnością nie wrogiem człowieczeństwa. Ludzi lubię niewielu, można rzec że nawet się ich boję. Mój styl bycia powoduje, że grono ludzi mnie tolerujących jest równie elitarne co jednostka GROM – w sumie ten sam poziom stresu. Jakby na to nie patrzeć bycie ze mną jest czymś w rodzaju testu do wojska – sama próba czyni Cię silniejszym a przetrwanie pokazuje, że jesteś najsilniejszym ze wszystkich.

Blogosfera radomska to środowisko dla mnie jednocześnie z racji regionu bliskie a z drugiej strony nieznane. Przeglądam profile i twórczość tych ludzi ale rzadko ją komentuję. Nie dlatego, że nie mam ochoty czasu oraz chęci. Wynika to po prostu z mojej niewielkiej wiedzy na tematy jakie są poruszane. Wierzcie mi lub nie ale ich wiedza na tematy z którymi oni mają do czynienia na co dzień powoduje, że czuję się jak ignorant których na co dzień wyśmiewam i którymi gardzę. Cóż za ironia losu.

Są to ludzie wielu pasji. Są osoby które mają chęć do książek i ich ulubioną rzczą to wchłanianie tekstów całymi tomiszczami. Niektórzy piszą też o kosmetykach i ciuchach przez co wyznaczają trendy i pokazują takim beztalenciom stylowym jak ja jak się ubierać by nie być posądzonym o żebranie na piwerko pod marketem. Są osoby piszące wiersze – tak wiem, sam piszę, ale jednak ich pióro ma ten dotyk, tą głębię. Nie żebym ja był pusty ale moje teksty są dość prostolinijne a ichnie zmuszają do myślenia. Jeszcze inni piszą o wierze, inni o ćwiczeniach a jeszcze inni komentują rzeczywistość taka jaka jest. Chcąc nie chcąc wszyscy tworzymy pewnego rodzaju rodzinę. Taką troche dalszą i która widzi się jedynie na zjazdach rodzinnych – no ale jednak rodzinę.

Byłem ostatnio na spotkaniu blogowym. Było ono luźne i kameralne. Mimo, że odczuwałem lekki niepokój wchodząc tam to uznałem, że tak trzeba. Nie mogę się ciągle migać, nie mogę być też hipokrytą. Codziennie mówię Wam, że należy ruszyć dupy a sam bym się wyłożył na pierwszej prostej? No nie sądzę – powiedziało się A to trzeba też powiedzieć B.

Choć większość czasu milczałem i jedyne o czym mówiłem to garść anegdot z życia bądź moje hejterskie poglądy wierzcie mi lub nie ale ten czas straconym nie był. Wysłuchałem wielu ciekawych opini, faktów dotyczących blogowania ale też i samych ludzi. Wierzcie mi lub nie ale spojrzenie na twórcę czy też na jakiegokolwiek człowieka z innego kąta daje ciekawe rezultaty. Nie widziałem wtedy pisarzy, literatów, fanek kosmetyków czy ciuchów i tym podobnych. Widziałem ludzi. Żony, mężów, matki, ludzi którzy mają swoje troski, opinie i fakty. Choć prawdopodobnie wiem o nich jedynie niewielki promil to dobrze wiedzieć, że chciały się te osoby ze mną podzielić tym co czują, co myślą, czego się boją i co je wkurwia i choć niewiele mogłem poradzić bo o życiu wiem jedno wielkie gówno to okazywałem im zainteresowanie oraz wsparcie – bądź chociaż chciałem to okazać. Czy wyszło? Nie wiem.

Jedno jest pewne, to są wspaniali ludzie – zarówno w zacięciu do twórczości (do jakiego i ja będę dążył) jak i jako zwyczajni ludzie którzy po zniesieniu muru twórca-czytelnik są osobami o głębi, charyzmie, problemach i poglądach które interesują i tak po ludzku ciekawią. Mimo, że nie dałem po sobie tego poznać bo siedziałem jak trusia cichutko w rogu.

Do rzeczy jednak – całe spotkanie odbyło się w spokojnej atmosferze. Ja postanowiłem jak rasowy Vulgarysta wypić piwko. Całe szczęście nie byłem w tym sam bo sami przyznacie że widok przy Tobie jedynego piwa na stole byłby co najmniej dziwny. Ktoś powie – bo lubię piwo! Też macie rację ale powodem była odwaga – każdy musi kiedyś się przełamać. Tak jak ja się przełamałem tegoż dnia. Całe życie musimy coś łamać – kości na placu zabaw, stereotypy czy swoje lęki. Co prawda dalej jestem antropofobem ale kolejny lęk został przełamany. Skoro więc to się stało i skoro niektórzy są fanami Kac Wawa to może jeszcze jest nadzieja na to bym nie był aż tak aspołeczny?

Kiedyś może się tego dowiemy. Czy jednak obiecuję, że się uda? Nie wiem. Jedno jest pewne – dupy nie nadstawię i będę próbował.

2 przemyślenia na temat “Jak to Vulgarysta na meetingu blogowym był….”

  1. ~Honorata pisze:

    Zwykłe spotkanie grupy ludzi, których połączyła pasja, a Ty panikowałeś jak dzieciak. I po co? Po co?

  2. Seeker pisze:

    Myślę, że dojrzewasz :D Dorastasz :P
    Kiedy zaglądam na blogi nastolatków, czasami czuję się zażenowana czytając o rodzajach dramatów, które przeżywają. Współczuję im i samej sobie, że przez ten okres właśnie w taki sposób się przechodzi. Hormony buzują, wiecznie szuka się uznania, akceptacji, poglądy wydają się być tak żelazne, jakby miały się nigdy nie zmienić. Im człowiek starszy, tym więcej opinii nagina, zmienia, bo życie uczy. Oczywiście rozumny człowiek. Sa też takie zatwardziałe jednostki z zakutymi łbami, którym nic się nie da przetłumaczyć.
    Gratuluję przełamania się :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>