Jestem sentymentalistą.

Attic

Lubię mieć wszystko w miarę uporządkowane w życiu. Lubię rutynę. Nie sprawia mi większego problemu robienie codziennie tych samych rzeczy, jedzenie tego samego żarcia, picie tego samego piwa czy spędzanie wolnego czasu w jeden sposób. Nie dlatego, że innych opcji nie mam, po prostu przyzwyczaiłem się – to lubię. Jednak tak to czasem jest, że gdy stracimy jedną rzecz z harmonogramu wtedy cała układanka będzie do kosza jak obraz z puzzli bez jednego elementu.

Była sobie księgarnia. Nazwy nie podam byście nie wmawiali mi, że robię reklamę, no ale była. Jedna z wielu jakich w Polsce wiele ale ta była wyjątkowa. Czemu? Po pierwsze była blisko liceum więc miałem rzut beretem. Po drugie można było usiąść i poczytać co było w pewnym sensie ewenementem więc często się zdarzało, że zamiast nudnych lekcji matematyki wolałem czytać jak to z kolejnej strony książki wylewają się demony, bohaterowie i hektolitry krwi które zaspokoiłyby potrzeby niejednego szpitala. Co prawda w drugiej klasie liceum miałem egzamin komisyjny ale nic to, wszak teraz wiem co robić w przypadku inwazji pomiotów z piekieł. A wtedy całki i tangensy Wam nie pomogą.

Niestety była bo powoli ją zamykają. Widocznie wolny rynek zweryfikował i teraz nastąpiła totalna wyprzedaż asortymentu. Książki idą po tak śmiesznych cenach, że czasem są one plaskaczami w ryj dla autorów. Lecz o zgrozo nikt nie korzysta. Wiecie ile osób widziałem (a byłem tam dwa razy!)? Czternaście. Tak. Liczyłem. Nawet nie wiecie jak smutno się poczułem. Ludzie mający bagaże doświadczeń, inwencji i fantazji które wiele bezsennych nocy spędzili kreując swój świat na kartkach papieru, którzy chcą coś przekazać i zostawić po sobie nikogo praktycznie nie obchodzą..bo tak to trzeba nazwać. Lecz jeśli by była przecena na ziemniaki, cukier albo – uwaga – rozdawanie świeżaków, to wszystkie szyby byłyby rozjebane, pracownicy stratowani a na środku księgarni odbywałoby się Mortal Kombat.

Od razu mówię nie biję do tego, że ludzie którzy nie czytają są idiotami bo nie to mam na myśli. Po prostu dziwię się jak to jest, że ludzie nie chcą poszerzać swoich horyzontów. Nie chcą doświadczać czegoś nowego, przeżywać. Jeśli ktoś jak ja z domu wychodzić nie lubi może doświadczać poprzez czytanie. Czy wiecie, że już są przypadki w Polsce wtórnego analfabetyzmu? Ja pierdolę. Czytajcie, czytajcie i jeszcze raz czytajcie – i to cokolwiek. Nie jestem jakimś beletrystozjebem, który dzieli ludzi na gorszy i lepszy sort ze względu na to co czytają. Niech będzie historia, niech będzie romans, niech będzie nawet porno w otoczce romantyzmu (wiecie co mam na myśli) – cokolwiek byleby wzbogacać swoje słownictwo. Sam staram się to robić – czasem regularnie, czasem nie, ale staram się cokolwiek robić w tymże kierunku.

Lecz o czym to miałem…?A tak. Widząc jak powoli się to miejsce zamyka poczułem się smutno. Miałem tam masę wspomnień, ludzi których poznałem, książki które czytałem, ba! Tam też postanowiłem rozpocząć bloga Abstrakcyjny Punkt Widzenia! Dlatego wiecie to taki mój twórczy azyl. No i tam też jest KFC niedaleko więc na pewno nie będę czytał na głodniaka. Poczułem lekką pustkę. Oto jedna rzecz się kończy i nie wiadomo co będzie. Coś nowego a może puste miejsce? Wszystko się musi kiedyś skończyć, nie przeczę. Czy to ulubiony serial, czy to Wasze ulubione chrupki czy ulubione gacie, które mimo że rozdarte są dla Was wygodne. Wiem, że nie ma co płakać i przesadzam, no ale – część mnie gdzieś się tam kończy. Czy zamierzam się nad tym użalać? Raczej nie – poszukam nowego azylu.

Trochę to zabrzmiało ponuro ale jak mówi stara prawda życiowa – coś się kończy a coś się zaczyna. A kto wie, może tam postawią lepszą księgarnię albo jakiś fast-food..albo o! Sklep z grami komputerowymi! Albo nie! Z komiksami! O kurwa…

Na odchodne kupiłem sobie parę książek – taki ze mnie sentymentalista.

A Wy? Macie takie jakieś niepozorne acz Ważne dla Was miejsca? Czy tylko ja jestem taki pieprznięty?

8 przemyśleń na temat “Jestem sentymentalistą.”

  1. ~Pola Audrey pisze:

    Ja jestem na tyle sentymentalna, że ciężko mi opuścić lub pożegnać się ze stratą miejsca, w którym często przebywałam, które lubiłam, a nawet nie. Kończenie każdej ze szkół- podstawówki, gimnazjum, liceum- kończyło się ogromnym smutkiem. Nigdy nie lubiłam żadnej szkoły, ale samo to, że spędziłam tam jakąś cześć życia sprawiało, że odejście wydawało mi się bardzo trudne, bo… przecież prawdopodobnie już nigdy tu nie wrócę, słuch po mnie zaginie, jakby nigdy mnie tam nie było, a przecież… byłam. To samo z miejscami zabaw, do tej pory pamiętam każdy krzak, każde drzewo, do tej pory czuję zapachy suchej ziemi, roślin i jeziora. Te miejsca się zmieniły i to mnie boli, pamiętam je zupełnie inaczej. Pamiętam każde miejsce, które było dla mnie ważne i mimo ogromnych starań nie potrafię przestać żyć przeszłością i wspomnieniami ;P
    To samo dotyczy przedmiotów, do tej pory trzymam „Pamiętniki Księżniczki”, które czytałam w podstawówce, wielokrotnie ktoś mówił mi, bym je oddała do biblioteki/antykwariatu itp. NIE. MOJE. NIE ODDAM. Tak samo kocyk i wszystko inne… :P

  2. ~Seeker pisze:

    Hmm… Przed oczami stanął mi strajk prowadzony przez Ciebie. W dobie internetu każda akcja jest możliwa. Zwołaj innych miłośników tej konkretnej księgarni. Roznoś ankiety, ulotki, rób reklamę książkom. Stańcie i się złapcie za ręce. Urządzcie głodówkę. Malujcie twarze dzieciom. Cokolwiek Ci przyjdzie do głowy! Czujesz to? :D

    Ja się tak do miejsc nie przywiązuję. Wszędzie czuję się dobrze, a nieznane zawsze pociąga. Aczkolwiek rozumiem Twój sentyment. Dlatego akcję ratowania księgarni wesprę chętnie nawet z mojej wyspy, przez którą się właśnie przewala huragan (mam nadzieję, że nie zmiecie mi Lidla koło pracy- tak a propos! Haha).

    1. Vulgarysta pisze:

      Niestety nie nadaję się, nie umiem porywać tłumów :v

  3. ~Ahaja pisze:

    Oj, ja jestem bardzo sentymentalna! Czasami tak mnie to blokuje, że szok.
    W przypadku inwazji pomiotów z piekieł matematyka może by pomocna, żeby na przykład określic ich współrzędne, zbudowac schron… Inna sprawa, że gdyby moje życie moje życie miało zależec od znajomości matmy – nie dożyłabym jutra.
    Takie akcje z demolką regałów i stłuczeniem chłodni – tylko w Lidlu. Raz jak rzucili kurtki, a ostatnio – torebki. Czytam i kurwa nie wierzę… I zdjęcia debilek, co to stosy torebek wynoszą, że się uginają pod nimi. A każda w innym kolorze… Ciekawe czy jedna z drugą kiedykolwiek z którąś wystąpi, ale nie! Musi zgarnąc caly towar, żeby inna Grażyna nie zdążyła! Ale odbiegłam od tematu. Co to ja? A! Że jestem sentymentalna. Aha, to już napisałam, także tego…
    A książki, oczywiście, uwielbiam:)

  4. ~Lu pisze:

    Na topie strony powitała mnie reklama kredytu nawiązującego do szwajcarskiej waluty i tak ryję, że nie mogę się skupić na twoim tekście. Daleko mi teraz do nostalgii

    1. Vulgarysta pisze:

      Niestety nic na to nie poradzę, uroki platformy :(

  5. ~EMILIA pisze:

    Też jestem sentymentalna. Najbardziej wtedy kiedy wracam w moje rodzinne strony, kiedy mogę spotkać ze starymi znajomi i powspominać dawne czasy. Nasze dyskoteki, ogniska i wspólna wypady. Ależ to były beztroskie czasy =D

  6. Gocha pisze:

    Do miejsc jakoś specjalnie się nie przywiązuję, ale bolesne było dla mnie przeniesienie mojego ulubionego irlandzkiego pubu na inną ulicę, do innej lokalizacji … Przestałam tam chodzić, bo to nie było już to samo. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>