Dzień Wszystkich Pieprzniętych

maxresdefault

Długo się zbierałem na ten wpis. Nie dlatego, że nie chciałem poruszać tego skądinąd w naszym kraju drażliwego tematu. Z drugiej jednak strony na naszym podwórku każdy temat jest drażliwy a nasze zdanie jest niczym taka drzazga leżąca na stole. Niby nikomu nie wadzi, ale kogoś mimo to wkurza i za wszelką cenę chce się jej pozbyć. Niestety naszej mentalności nie zmienimy. A co ze zmarłymi?

A tu sprawa nie ma się wiele lepiej. Czasem mam wrażenie, że cmentarze są otwarte tylko na 1 listopada a we wszystkie inne dni jest zamknięty na cztery spusty zaś ewentualne wejście w każdy inny dzień karane chłostą i zgwałceniem przez niedźwiedzia. 364/5 dni w roku ludzi brak. Jedynie co starsze babcie przychodzą na cmentarz. W ten jeden dzień zaś cały cmentarz jest zajebany ludźmi, którzy nie idą na groby by porozmyślać i powspominać bliskich o nie, nie, nie! Idą się tam pokazać. Na pierwszy ogień idzie babka – na oko lekko po czterdziestce – w krótkiej spódnicy i butach na obcasie. No kurwa, jak na jakiejś rewii mody. Gdyby ona jeszcze umiała chodzić…a tutaj penis. Miała nogi tak krzywe, że gdybym miał oceniać ją tylko po nogach uznałbym, że to nie człowiek lecz wysłużony koń ze Służewca. Do tego te stoiska z zabawkami, obwarzankami i innymi chujami mujami, które pozwalają się czuć jak w lunaparku. Jeszcze brakuje karuzeli i samochodzików. Kto wie, może poddałem nieświadomie komuś pomysł. Zamiast pójścia na cmentarz upamiętnienie poprzez samochodziki w trumnach zaś najlepsi będą mogli wpisać swojego przodka na tablicę wyników – tak będzie.

Ja jednak jeszcze jestem tą osobą, która nie posiada prawa jazdy. Zmuszony więc zostałem do jazdy autobusem. Jest darmowy więc ludzi całkiem sporo, poza tym wszystkie inne „skróty” na cmentarz zostały zamknięte przez policję co by jakiś cwaniaczek nie sparaliżował całej komunikacji. Teraz pytanie, jak to rozwiązali w Radomiu. Dodam, że autobusów było sporo:

a) autobus wysadzał jednych ludzi w innym miejscu po czym podjeżdżał do innego miejsca zabrać pasażerów

b) autobus wysadzał i przyjmował pasażerów w tym samym miejscu przez co był tłok

Chyba nie muszę odpowiadać nie? Był taki tłok, taki atak i taki ścisk, że czasem czułem wstyd z faktu iż współdzielę z niektórymi z nich fakt bycia częścią rodzaju ludzkiego. Żwawe babcie, które dostawały +50 do szybkości to jeszcze nic. Jedna babcia podczas wysiadania omal nie została stratowana przez nacierających ludzi. W autobusie było małe dziecko, które o mało co się nie udusiło od tłoku. Chuj tam. Ważne jest to by dojechać do domu za darmo, co nie Karyna? Do tego w smutnych nastrojach bo nie świętujemy tego, że zmarli są w niebie ale trzeba się smucić, że każdy z nas w końcu tam trafi. Paranoja.

Jak wyglądała walka o miejsce w autobusie? Oto demonstracja:

Ładnie ubrani, w autobusie do domku, zadowoleni z wypełnienia obowiązku. Do tego dziecko z nową zabawką, ew. balonikiem. A znicz? Tam gdzieś postawiony w oddali.

Taki niestety obraz tego „święta”.

To ja już wolę Halloween – obce święto ale ludzie chociaż się bawią i nie są obłudni. Nie udają.

A jak ktoś przegapił – następne przedstawienie za rok. Coś czuję, że nic się nie zmieni.

3 przemyślenia na temat “Dzień Wszystkich Pieprzniętych”

  1. Seeker pisze:

    Po Twoim opisie też mi wstyd za gatunek, do którego należę. Myślałam, że muszę się jedynie wstydzić za rodaków będąc za granicą, ale widzę, że nie może być tak łatwo…

    Rozumiem, że ta huśtająca się w samotności małpka na koncu filmiku to kierowca autobusu? Bezpiecznie odgrodzony od dzikiego stada haha, o ile ktoś nie próbował mu usiąść na kolanach.

  2. ~Ahaja pisze:

    Jeśli po tym wpisie jeszcze cię nie zlinczowano, to mnie zlinczują na pewno po komentarzu.
    Nie chodzę na cmentarz 1 listopada. Ani w żaden inny dzień. Nie cierpię cmentarzy, o czym mówię otwarcie, i co wywołuje u ludzi tak ogromny szok i oburzenie, jak bym, co najmniej paliła koty na czarnej mszy. Z tego powodu ciotka nie odzywała się do mnie przez 5 lat :D
    Pamiętam o bliskich, są w moim sercu. Myślę o nich bez względu na to gdzie jestem i co robię. Nie muszę na pokaz kupować znicza pierdzącego fanfarami i wygrywającego piosenkę Ich Troje. Moim bliskim nie robi to żadnej różnicy. Przecież nie dla bliskich kupuje się znicze, ale dla innych krewnych, którzy przyjdą, popatrzą i ocenią.
    Nie cierpię cmentarzy, bo są smutne, przygnębiające i przypominają o śmierci. Ku oburzeniu wielu – nie mam szacunku do śmierci, bo z jakiej racji? Nie dosyć, że zabiera bliskich, to jeszcze rości sobie prawo do ostatniego zdania w moim życiu. A ja nie lubię jak mi się coś narzuca. Szacunek mam do życia. Dlatego popieram Halloween, choćby i 100 psów i burą sukę na nim wieszali. W ten dzień można się ze śmierci ponabijać.
    To nie tak, że nie mam szacunku do polskich tradycji. Tylko czy te tradycje muszą być takie ponure??? Nawet świąteczne kolędy są często smętnym zawodzeniem, a ja czuję się jakby Pan Jezus się nie rodził, a umierał… Nie potrafimy się zwyczajnie cieszyć. Mój przyjaciel Hiszpan, po świątecznej polskiej mszy powiedział, że jakby tu dłużej pomieszkał, to wpadłby w depresję. Nie dziwota – u niego do kolęd tańczy się flamenco. Czy naprawdę nie możemy przejąć z innych kultur, choćby tę odrobinę radochy?

  3. ~Pojedyncza pisze:

    A ja Święto Zmarłych obchodzę… szerokim łukiem. Na cmentarz (do rodziców czy dziadków) chodzę regularnie w ciągu roku, ale 1.11 raczej go omijam, bo przebijanie się przez tłumy niewiele ma wspólnego z zaduszkową zadumą. Inna sprawa, że nasi bliscy zmarli niespecjalnie potrzebują 20 zniczy i 15 doniczek z chryzantemami, zadbać o miejsce pochówku warto przez szacunek do zmarłej osoby, ale licytowanie się z sąsiadem na wielkość wieńca jest żałosne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>